Zacznę sztampowo. No co? Nadchodzi wiosna. Jeszcze nie widać, jeszcze nie słychać, ale gdzieś w powietrzu się kręci, jakby bała się przyjść, albo po prostu - jakby czekała niecierpliwie na swoją kolej. A że ja też nie mogę się już doczekać tego momentu, gdy kaskada zieloności zaleje miejskie parki, to postanowiłam przejść się gdzieś, gdzie można by ujrzeć jej pierwsze oznaki. Wiadomo, poszłam na łono natury. Jednak mieszkając w mieście jest to niemalże niewykonalne. Przyroda w mieście to bardziej jej substytut lub podróbka.