.książki, Haruki Murakami i Tokio.

Hej, dawno nie było wpisu o książkach! Jak to tak można? A co to? Przestało się je czytać, czy co?! No nie, nie przestało się czytać. Wręcz przeciwnie, górka książek na biurku rośnie i rośnie, a tu przecież trzeba jeszcze magisterkę napisać! Więc jakoś tak to powoli idzie, to czytanie. Raz coś przeczytam, raz nie. Wciąż wynajduję nowe pozycje i żeby o nich nie zapomnieć, to rozpoczynam lekturę i jej nie kończę, bo zaraz znajduję coś nowego. Tak to u mnie wygląda. Ech, nie ma lekko. 



Wakacje to jednak sprzyjający czas na czytanie książek i pisanie o nich. Może i ta praca dyplomowa wisi gdzieś nad tobą, zwłaszcza kiedy miało się oddać pierwszy rozdział na zaliczenie seminarium, ale się tego nie zrobiło z wiadomych powodów, ale nie musisz dreptać przez las na uczelnię i siedzieć w niej 12 godzin i po prostu masz czas na czytanie i pisanie tego, czego chcesz. 


Na chwilę obecną moja półka ugina się pod ciężarem nieprzeczytanych i rozpoczętych książek. Nie wiem, kiedy uda mi się ją odciążyć. Pewnie dopiero wtedy, gdy spadnie mi na głowę. Ale nie mam czegoś takiego, że muszę przeczytać w każdym tygodniu wakacji jedną książkę. Nie lubię takich rzeczy. Po prostu na spokojnie biorę do ręki książkę i w ciszy i w spokoju czytam ją tak długo, jak mi się podoba. 




No, dobra, wszystko fajnie, ale co tam przeczytałaś ciekawego? Trochę tego było, nie powiem. Z chęcią podzieliłabym się z Wami swoją opinią na temat jakiejś lektury ze studiów, ale to trudne pozycje. Nie chcę nikogo zanudzić. Napiszę o przewodniku po Tokio. Takim trochę niezwykłym. 



Anna Zielińska-Elliott Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki


Swego czasu zaczytywałam się w Murakamim. Kupowałam jego książki. Czytałam o nim wszystko. Więc mimowolnie zainteresowałam się też Japonią i uczyniłam ją kolejnym celem na mojej mapie. Może nie stałam się fanką anime czy mangi i nie zaczęłam przebierać się w kostiumy Hello Kitty, ale chciałam być jak Japończycy. Wiecie, tacy kulturalni, uprzejmi, zamknięci w sobie. W sumie taka jestem. Jednak jakoś nigdy nie miałam okazji dostać tego przewodnika. Więc kiedy na Warszawskich Targach Książki wypatrzyłam go, bez mrugnięcia okiem wydałam ostatnie pieniądze i go kupiłam. 





Najfajniejsze w tym przewodniku jest to, że jako miłośniczka prozy Murakamiego, naprawdę czułam ten klimat Japonii. Jest on tak napisany, że ma się wrażenie jakby faktycznie spacerowało się tymi ulicami. Niesamowite jest też to, że fragmenty z powieści Murakamiego są idealnie wplecione w przewodnik. Nie ma czegoś takiego, że muszę sobie przewracać kartki i urywa mi się wątek. Czytam sobie o Shibui i nagle mamy idealnie pasujący fragment z powieści Tańcz, tańcz, tańcz. To jest naprawdę fajne!


Tylko jedna z postaci Murakamiego mieszkała w Shibui, a mianowicie bohater powieści Tańcz, tańcz, tańcz. Jego mieszkanie mieściło się przy samej autostradzie, na południe od dworca. Jeżeli więc chcemy się wczuć w hałas, jaki musiał co dzień słyszeć, wystarczy stanąć w pobliżu. 
"Mieszkałem trochę za daleko od centrum, więc przeniosłem się w okolice Shibuya. Przed oknami przebiegała autostrada i dokuczał hałas, ale jeśli człowiek się tym nie przejmował, mieszkanie było całkiem niezłe. (...)"






Prawdę mówiąc, niewiele przeczytałam przewodników w życiu. Raczej częściej czytałam mapy. Jednak wiem z tego mojego skromnego doświadczenia, że przewodniki pisane są tak, hm, sucho? Często są przeładowane faktami i informacjami tak, że nie można się połapać, o czym się teraz czyta. Nie wiem, może trafiałam na złe przewodniki, ale nigdy nie była to pasjonująca lektura, która zachęciłaby mnie do wyjazdu czy ułatwiła zwiedzanie. Z tym literackim przewodnikiem jest inaczej. Może właśnie dlatego, że jest on literacki. Pomijając fragmenty utworów Murakamiego, to sama część turystyczna jest napisana naprawdę dobrze. Może dlatego, że napisana przez tłumaczkę powieści? No, pewnie tak. Fakt faktem. Przewodnik po Tokio oczami Murakamiego to całkiem zajmująca lektura.


 

Cóż. To wszystko sprawia, że jest to przewodnik jednym słowem n i e s a m o w i t y. Czyta się go lekko, przyjemnie, jak opowiadanie, a wszelkie ważne informacje o tym, jak się żyje w Tokio, są odpowiednio wyróżnione. Poza tym, autorka poleca kawiarnie, które prawdopodobnie odwiedzał Murakami lub jakiś bohater z jego powieści. Wędrujemy śladem ulubionych postaci, dzięki czemu możemy dowiedzieć się, jak wygląda Tokio, opisane przez Murakamiego w swych książkach. A każdy z 10. rozdziałów kończy się sekcją "Czytelnicy pytają, Haruki Murakami odpowiada", przy której można się nieźle pośmiać. Przywołam najfajniejszy fragment:




Przepraszam za takie dziwne pytanie, ale czy prezerwatywy powinno przechowywać się w lodówce? (Opiekuję się mieszkaniem kolegi pod jego nieobecność i kiedy robiłam porządek w lodówce, znalazłam je w przegródce na masło). (nauczycielka japońskiego mieszkająca w Los Angeles)
Musi być ku temu jeden z czterech powodów: 1. Schłodzone są przyjemne w użyciu. 2. Kolega mówi kobiecie: "Przyniosę wino z lodówki" i przy okazji wyciąga prezerwatywy. 3. Nie przyszło mu do głowy inne miejsce do ich przechowywania. 4. Kładzie je na kanapki i zjada. 




Gdy to zobaczyłam, to dosłownie popłakałam się ze śmiechu. Takiego śmieszkowania jest tu jeszcze trochę. A mnie bardzo podoba się taki humor.

Ok, znawczynią przewodników turystycznych nie jestem, ale to jest przewodnik literacki, więc opinię mogę wystawić. To chyba jeden z najlepszych przewodników, które czytałam. Serio. Nie udało mi się zweryfikować jego przydatność w terenie, bo w Tokio nigdy nie byłam i w najbliższej przyszłości się na to nie zanosi, ale myślę, że komuś innemu, kto lubi też Murakamiego, byłby całkiem pomocny. Z mojego punktu widzenia jest w nim sporo praktycznych informacji o tym, jak się żyje w Tokio, jak to miasto funkcjonuje. Co najważniejsze, są opisane i wytłumaczone podstawowe kwestie logistyczne, finansowe i ogólnie turystyczne, typu: komunikacja w Tokio (jak, gdzie i które bilety kupić bilety na metro/kolej; jakie są ceny, czego unikać, gdzie robić zakupy; co można zwiedzić, jak zwiedzać, by nie nadrabiać drogi, ile kosztują bilety wstępu do różnych miejsc).

Więc generalnie to całkiem udany przewodnik. Myślę, że nikt by się z nim nie zgubił. A w dodatku przeniósłby się do rzeczywistości swoich ulubionych bohaterów z powieści Murakamiego. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dziwacy w literaturze: nimfetki, motyle i sobowtóry Vladimira Nabokova

.watercolour

.bachanalia literackie