Dom na granicy światów - William Hope Hodgson

Miało być o książkach, więc pochwalę się powieścią (lub raczej powiastką), którą obecnie czytam. 

Znalazłam ją w starych książkach z młodości mojego ojca. Kupował je pewnie na jakichś targach czy coś lub w osiedlowej księgarni, której już nie ma. Znalazłam tę biblioteczkę niedawno i dopiero zaczynam odkrywać jej skarby. Ciekawa jestem, co jeszcze w niej znajdę ciekawego. Ale po kolei. 

Ostatnio wyszperałam taką małą, cieniutką książeczkę. Czarna okładka z narysowanym czymś w rodzaju portalu w odcieniach czerwieni i fioletu. Zaintrygował mnie tytuł - Dom na granicy światów. Brzmi tajemniczo, fantastycznie. Mistycznie nawet bym powiedziała. Nie wiem czego się spodziewałam. Na pewno czegoś nietypowego. 

Wygooglowałam autora - William Hope Hodgson. I okazało się, że znalazłam książkę angielskiego powieściopisarza i poety z przełomu XIX i XX wieku i tak, jak się domyślałam, jego twórczość zawiera elementy fantastyki. Można w sumie powiedzieć, że nawiązuje on częściowo do tradycji romantycznej w jej niezwykłościach przyrody i zjawisk. W czytanej książce da się ten klimat odczuć. Ale jestem w tej chwili w połowie czytania i... no racja, jest fantastyka, jest mrok, jest jakiś horror, ale jest coś więcej. Jakaś mistyka, jakiś oniryzm.

Na początku czytamy o jego sennym przywidzeniu - lataniu ponad chmurami, spotkaniu z jakimiś duchami, które okazało się jednak realne, prawdziwe. Mam wrażenie, że to wszystko, to wytwory jego wyobraźni lub psychiki. Naprawdę dzieją się w tej książce dziwaczne rzeczy. W ogóle powinnam wspomnieć już wcześniej - główny bohater żyje na odludziu, w domu, który znajduje się na granicy świata rzeczywistego i jakiegoś innego wymiaru. Dzięki temu obserwuje różne zjawiska kosmiczne, np. rozpad Układu Słonecznego (!). Nie wiem, czy to czujecie, ale zwróćcie uwagę na to połączenie - duchy, demony, stany psychiczne człowieka i kosmiczne halucynacje. A rok wydania 1908.

Muszę też wspomnieć o sposobie przekazania tej historii. Autor umieścił ją na kartach tajemniczego rękopisu odnalezionego przez dwóch przyjaciół - Tonnisona i Berreggnoga - w zachodniej części Irlandii koło wioski Kraighten w ruinach owego domu na granicy światów. Brzmi jak jakaś baśń. Mistyczna baśń, która zajmuje się głębią ludzkiej psychiki i meandrami wyobraźni.

Nie wiem, naprawdę, jak dokładniej opisać i oddać wrażenie, jakie zrobiła na mnie ta powieść. Jest po prostu niesamowita. Trzeba samemu ją poznać i przeczytać o tych fantastycznych zjawiskach, które są po trosze zapowiedzią znanej nam fantastyki XX-wiecznej i po trosze jeszcze nawiązują do romantycznych mroków i zjaw. Książka, trochę jak tytułowy dom, również stoi na granicy światów - wieku XIX i XX... 

Czy mogę ją polecić każdemu? Czyta się ją przyjemnie, jak bajkę, więc nie sprawia problemów językowych. Ale treść zdecydowanie nie jest dla wszystkich. Myślę, że potrzeba sporo dystansu, by ją przeczytać i otwartości umysłu, by zrozumieć. Fani takich pisarzy, jak Poe, Lovecraft, czy nawet Lem, znajdą w tej historii mieszankę tych autorów. Trzeba jednak pamiętać, że powstała na przełomie wieków i jest to specyficzny styl. Ale na pewno to książka, której warto poświęcić trochę czasu i samemu spróbować ją zinterpretować.



postscriptum
Na zajęciach z historii filmu oglądałam pierwsze filmy grozy, jak Gabinet doktora Caligari Roberta Wiene (1920) i jego klimat w jakiś sposób przypomina mi klimat tej książki. 

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dziwacy w literaturze: nimfetki, motyle i sobowtóry Vladimira Nabokova

.watercolour

.bachanalia literackie