"Back to the dream"


Żyję. Po trzech miesiącach zmagania się ze studiami i licencjatem, którego jeszcze nie napisałam, wracam do żywych i tych wirtualnych staroci. Czuję się trochę jak bohater American Dream na zdjęciu powyżej - powrót do bloga, powrót do książek niezwiązanych z listą lektur, w ogóle do życia pozastudenckiego, jest jak powrót do snu. Czyż sny nie są piękne? 

Blog wciąż dla mnie jest ważny i gdzieś tam z tyłu głowy jakiś głos mi przypomina, aby w końcu się nim zająć. No więc jestem z powrotem. Wypadałoby napisać o czymś ciekawym, co przeczytałam, co rzuciło mi się w oczy... Cokolwiek. I to też uczynię. Zatem... po tej dłuższej przerwie chciałabym podzielić się z Wami czymś naprawdę fajnym i wartym poznania, dlatego przygotowałam małe zestawienie tego, co mnie ostatnio zainteresowało: motyw przewodni to muzyka słów i marzenia :) 


Po pierwsze - muzyka i Parov Stelar. Może nie jestem jakimś wielkim melomanem i mój gust nie jest zbytnio wyrafinowany, ale wydaje mi się, że słucham dobrej muzyki. Dobrej, czyli takiej, która trafia tam, gdzie potrzeba i nie polega na robieniu do niej teledysków z kręcącymi się wszędzie gołymi tyłkami. Dobra muzyka to taka, która odpowiednio cię nastraja, która jest muzyką twojej duszy, która współgra z duszą i w niej gra. Chyba to odpowiednie słowa. Można by długo wymieniać epitety na określenie "dobrej muzyki", ale zwyczajnie nie ma tutaj na to i miejsca, i czasu, dlatego przejdę teraz od słów do czynów i podam jeden link do jednego wykonawcy, który ostatnio bardzo pozytywnie na mnie działa: 


Taneczny rytm tego utworu Parov Stelara jest tak magnetyczny, że gdy tylko go odtwarzam moje nogi same niosą mnie do tańca, a bardzo lubię tańczyć. Polecam - naprawdę ciekawe połączenie swingu i techna (czy cokolwiek toto jest, bo nie znam się na tym). Coś na odstresowanie, coś do potańczenia i coś do posłuchania, czyli jest wszystko, co być powinno:)



Dwa. Haruki Murakami i muzyka słów (czyli pomost łączący pierwszą propozycję z następną). Tak, książka, którą musi przeczytać każdy fan Harukiego. To książka napisana przez fana dla fanów, przez tłumacza książek Murakamiego, przez amerykańskiego wykładowcę dla amatorów literatury i powieści japońskiego pisarza, którego nie muszę chyba nikomu przedstawiać. To pisarz, którego bardzo lubię. Czytałam go już jakiś czas temu, ale teraz w przerwie między licencjatem a miagistrium odświeżam jego powieści. Za co go lubię? Pewnie jak większość jego miłośników - za prostotę, minimalizm, zwyczajność i niezwyczajność, za muzykę słów, o której pisze Jay Rubin, za muzykę, którą wprowadza do swych książek (mam tu na myśli zwłaszcza Norwegian wood Beatles'ów). Jego książki określiłabym jako, hm, zwyczajno-magiczne, magicznie zwyczajne lub zwyczajnie magiczne. Coś w tym stylu...:) Murakami został uznany w Japoni za pisarza tzw. literatury pop lub po prostu literatury z kręgu popkultury. Jest więc pop, ale jest też klasa i dobra jakość, choć to trudne połączenie. Być może w następnym wpisie opowiem co nieco o nim i jakiejś jego książce. 


Tres - Ptasiek. Książka autorstwa Williama Whartona. Wspominałam o niej kiedyś. Czytam ją urywkami, ale brnę dalej. Dlaczego warto ją przeczytać? Bo we wspaniały sposób porusza temat wolności człowieka, przyjaźni i miłości. Wharton lubił takie egzystencjalne problemy i to widać w tej powieści. Czyta się bardzo dobrze, temat może wydać się niektórym dziwny, w ogóle bohaterowie, fabuła itd., ale jak dla mnie to jest coś fantastycznego. Uwielbiam motyw choroby psychicznej, która tutaj ukazana zostaje zupełnie jako coś normalnego, w sensie - zachowanie głównego bohatera uznane jest za objaw choroby psychicznej, ale tak naprawdę to wszyscy wokół niego są chorzy i tylko on pozostał normalny. Serio, książka jest po prostu piękna :) Nie umiem chyba nic innego o niej napisać - piękno, choć względne, to jedyne słuszne określenie.

Trzy propozycje, które pomagają mi wrócić do stanu normalności oraz dzięki którym na nowo zaczynam śnić i marzyć w pełnym wymiarze. Co prawda na krótko, bo od października, mam nadzięję, znów włączę się w tryb studenta. Niektóre sny i marzenia zostaną uśpione, przyciszone, inne się dopiero włączą na jakimś nudnym wykładzie. Ale teraz pozostaje mi cieszyć się względnym spokojem. Względny dlatego, że przez trzy miesiące będzie wisieć nade mną widmo wrześniowej obrony.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dziwacy w literaturze: nimfetki, motyle i sobowtóry Vladimira Nabokova

.watercolour

.bachanalia literackie