Bachanalia z Quentinem Tarantino i Umą Thurman


Z cyklu Bachanalia, czyli rzeczy rozrywkowych typu filmy i muzyka - pierwszy wpis o Quentinie Tarantinie i Umie Thurman. Zapraszam, bo człowiek nie w samych książkach żyje, bo i ekran czasem też przyciągnie :)

Lubicie? Oglądacie? Chwalicie? Czy może krytykujecie? 


Ja uwielbiam to połączenie. Jest niekonwencjonalne, zabawne, niebanalne i przede wszystkim ekscentryczne. W ogóle cała twórczość Tarantina jest świetna. Po prostu, nie ma innych przymiotników. W przypadku tego reżysera istnieje tylko określenie "świetny". To filmy z półki o nazwie "popkulturowa klasyka". Właśnie tak. Jego filmy to popkultura w czystym wydaniu. Możecie się ze mną spierać, ale według mnie to niekwestionowany geniusz amerykańskiego kina. 

A co myślicie o Umie Thurman? Kiedyś wydawało mi się, że nie potrafi ona zagrać nigdzie indziej, jak tylko w "Pulp Fiction" czy "Kill Billu". Została do niej przylepiona łatka bohaterki filmów Tarantina, i koniec. Jednak myślałam tak, bo nie widziałam żadnego innego filmu z nią poza tymi wymienionymi. A później okazało się, że nie, nie jest to aktorka jednego reżysera, że gra też u innych! Szok! (z przymrużeniem oka ten szok of course ). Ostatnio jednak udało mi się zobaczyć film "Serce nie sługa". Mógłby on pretendować do miana przeciętniaka, bo to kolejna komedia romantyczna w stylu takiej, w jakiej najczęściej gra Sandra Bullock (choć ją lubię, o dziwo). Czyli taka głupiutka, niewymagająca i do obejrzenia w szarobure dni, przy herbatce i pod kocykiem. Czyli... taka akurat na obecną pogodę! Przyznam się, że - przy całym moim uwielbieniu do jej gry aktorskiej we wszystkich filmach Tarantina, ta komedia romantyczna naprawdę mnie urzekła. Dla zdrowej równowagi w życiu warto obejrzeć ten film. 

Fabuła jest prosta: babka po trzydziestce, po rozwodzie poznaje młodszego chłopaka i zakochuje się w nim. Choć bardziej to on w niej, a ona po prostu odnajduje w nim swą utraconą młodość. No, mniejsza z tym. Niestety związek komplikuje fakt, że chłopak okazuje się synem terapeutki, do której przychodzi nasza bohaterka. Aleee... wychodzi w sumie na dobre. Matka chłopaka nie ma właściwie żadnych uprzedzeń, choć może poczuła się zgorszona przy zwierzeniach o intymnych historiach z łóżka ;) Tak to mniej więcej wygląda połowa filmu. Reszty Wam nie zdradzę, bo fajnie by było, gdybyście go obejrzeli.

Nie jest to taka straszna miernota, jak się wydaje. Psychoterapeutkę gra nawet oskarowa Meryl Streep! Film jest nawet śmieszny w niektórych momentach. Wadą jest jak dla mnie dziwny kolega naszego młodego zakochańca i cały wątek jego znajomych. Trochę niedopieszczona ta fabuła. Ale główny trzon akcji ogląda się z przyjemnością!

Dobra, dość już zachwaliłam obojga artystów ;) Czas na czytanie!


*źródło zdjęcia: http://www.moviesnmayhem.com/2014/10/dining-around-cinema-style.html

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dziwacy w literaturze: nimfetki, motyle i sobowtóry Vladimira Nabokova

.watercolour

.bachanalia literackie